5tc
Uff dzisiaj pojawił się cień nadziei na to, że chociaż problem studiów się rozwiąże.
Szczerze mówiąc już byłam gotowa spakować walizkę i wrócić do domu, gdzie czuję się najbezpieczniej, z dala od ludzi na których się tak zawiodłam...Z drugiej jednak strony obiecałam sobie, że zrobię wszystko, aby moje życie zbytnio się nie zmieniło przez ciąże, co oznacza, że nie chcę drogi na skróty i wiem, że z odrobiną wsparcia uda mi się skończyć to, co tutaj zaczęłam.
Jeśli chodzi o inne plusy dzisiejszego dnia, to na pewno mogę do nich zaliczyć brak wiadomości od "tatusia". Liczę po cichu na to, że może w końcu odpuści i pozwoli mi przeżyć ciążę w spokoju. Nadal jestem w szoku, że dla niego "przemyśleniem sprawy" było dowiedzenie się więcej na temat jej przerwania. Nawet trochę mi go żal, że wpadł akurat na mnie, na kobietę, która nie odpuszcza, nie da się omamić słodkimi słówkami i dla której odpowiedzialnością nie jest łyknięcie tabletki.
Trzymam się dzielnie dla mojej "pesteczki".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz