poniedziałek, 3 grudnia 2018

Zmiana na..lepsze?

Poniedziałek, 3.12
6tc  



Kto by pomyślał, że w przeciągu kilku dni z samotnej matki stanę się...trochę mniej samotną matką?
Istotka jest wielkości żelkowej fasolki :)
Wszystko zaczęło się jak zwykle, kolejny dzień, kolejny  SMS z "prośbą" o połknięcie tabletki, aż tu nagle sytuacja zmieniła się o 360 stopni. Kilka godzin po ostatniej wiadomości "tatuś" jest w mieście i chcę się spotkać, aby porozmawiać, obiecując przy tym, że "wszystko będzie dobrze". Nie byłam zbytnio przekonana, czy to dobry pomysł - w końcu tyle się nasłuchałam i nie miałam ochoty na więcej. Jednak ostatecznie moja ciekawość zwyciężyła i nadal z niezbyt optymistycznym nastrojem poszłam go wysłuchać.
Na wstępie nie obyło się bez "rutynowego" pytania, czy dziecko rzeczywiście jest jego.... Trochę mnie zatkało, ale okej, nie znamy się długo, skąd ma facet wiedzieć, że nie dla mnie przygody na jedną noc? Grzecznie więc odpowiedziałam i na szczęście obyło się bez żadnej dalszej dyskusji.
Następnie przedstawił mi swoje "propozycje" odnośnie rozwiązania naszego "problemu"...
Opcja pierwsza: tabletka.
Opcja druga:  UWAGA.... przeprowadzam się do tutaj na stałe i próbujemy stworzyć rodzinę dla naszego dziecka.
Słowo daję - zatkało mnie. Już przecież byłam przygotowana na to samotne macierzyństwo, wszystko przemyślane, a tu nagle BUM. Oczywiście, cieszę się, że on poczuwa się do odpowiedzialności i chce spróbować, ale czy to na prawdę dobry pomysł? Związki stworzone ze względu na dziecko mogą albo skończyć się dobrze, albo bardzo źle... Jak będzie tym razem?
Od razu nazajutrz pojechałam poznać rodziców - trochę niezręcznie i przy tym masa pytań "co dalej". Wszyscy oprócz mnie uważają za oczywiste, że poród powinien być tutaj, co sprawia, że czuję się niejako uwięziona, zwłaszcza, że pod koniec studiów "stuknie" mi siódmy miesiąc i nie wiadomo, czy dane mi będzie w ogóle wrócić do kraju ( mam jednak wielką nadzieję, że tak). Nie chcę przeżywać tak ważnego momentu mojego życia w obcym państwie, nie mając przy sobie nikogo bliskiego, jest to dla mnie wręcz nie do pomyślenia.
Na prawdę nie wiem jak to wszystko się skończy, ale jedno jest pewne - nadal czuję się jak samotna matka, może nawet bardziej niż wcześniej...

niedziela, 25 listopada 2018

Pierwsze tygodnie...

Niedziela, 25.11
5tc  



W końcu śmiało  mogę powiedzieć, ze szok związany z ciąża i jej akceptację mam za sobą.
Kolejnym etapem jest ciągły strach o to, czy aby na pewno w tej ciąży pozostanę. Każdej nocy kładę się spać po cichu dziękując, że nie mam żadnych niepokojących objawów świadczących o tym, że dzieje się coś złego. Każda „wizyta” w toalecie napędza mnie strachem, że zobaczę coś, czego zobaczyć nie chcę. Kiedy nie mam mdłości następuje wielka panika, od razu zaczyna się szperanie w internecie i analizowanie wszystkiego po kolei, a fakt, że pierwszą poważną wizytę u lekarza mam za  trochę ponad 2 tygodnie jeszcze bardziej to wszystko napędza...


 W takich momentach biorę głęboki oddech i staram się  uspokoić, w końcu tych wartych interwencji objawów nie mam, wiec po co sama się nakręcam? Jedyna odpowiedz jaka mi przychodzi do głowy to taka, że po prostu tak jest i na pewno nie ja jedyna przez to przechodzę. To normalne, że już od samego początku włącza nam się ten „tryb matki”, który chyba juz nigdy nas nie opuści :) W końcu dzieci- nawet dorosłe- zawsze pozostaną naszymi dziećmi, o które zawsze będziemy się martwić. 

sobota, 24 listopada 2018

Ciągła walka...

Sobota, 24.11
5tc

Dzisiaj znowu musiałam stawić czoła kolejnej osobie, dla której moja decyzja jest po prostu irracjonalna. 

" Chcesz z premedytacją pozbawić dziecko ojca?! "

Nie, nie taki był mój zamiar, ale kiedy ten "ojciec" zachowuje się jak ostani **** raczej nie mam wyboru. Zresztą moim zdaniem w niektórych przypadkach lepiej jest nie mieć ojca niż mieć takiego, który jest do niczego i którego obecność w życiu dziecka może narobić więcej problemów. 

Następną kwestią poruszaną przez tych wszystkich "doradców" jest MOJE życie osobiste.

" Wiesz jak ciężko samotnej matce znaleźć faceta? "

Jak dla mnie ciężko jest znaleźć porządnego faceta i bez dziecka, natomiast teraz moim priorytetem jest mały bąbel. Nie będę szukać nikogo na siłę. 

Kolejny raz muszę sobie przypomnieć o tym, że nie mogę działać będąc pod wpływem osób trzecich. Nie wolno nam robić niczego wbrew sobie, bo będziemy żałować do końca życia.


piątek, 23 listopada 2018

Do przodu...

Piątek, 23.11
5tc

Uff dzisiaj  pojawił się cień nadziei na to, że chociaż problem studiów się rozwiąże. 
Szczerze mówiąc już byłam gotowa spakować walizkę i wrócić do domu, gdzie czuję się najbezpieczniej, z dala od ludzi na których się tak zawiodłam...Z drugiej jednak strony obiecałam sobie, że zrobię wszystko, aby moje życie zbytnio się nie zmieniło przez ciąże, co oznacza, że nie chcę drogi na skróty i wiem, że z odrobiną wsparcia uda mi się skończyć to, co tutaj zaczęłam.

Jeśli chodzi o inne plusy dzisiejszego dnia, to na pewno mogę do nich zaliczyć brak wiadomości od "tatusia".  Liczę po cichu na to, że może w końcu odpuści i pozwoli mi przeżyć ciążę w spokoju. Nadal jestem w szoku, że dla niego "przemyśleniem sprawy" było dowiedzenie się więcej na temat jej przerwania. Nawet trochę mi go żal, że wpadł akurat na mnie, na kobietę, która nie odpuszcza, nie da się omamić słodkimi słówkami i dla której odpowiedzialnością nie jest łyknięcie tabletki. 

Trzymam się dzielnie dla mojej "pesteczki".



Wciąż pod górkę...

Środa, 22.11
5tc

IMG_9382Kiedy tylko zaczynam myśleć, że dam sobie radę ze wszystkim pojawiają się nowe problemy, albo stare nabierają jeszcze większej siły. Weźmy na przykład sprawy związane ze studiami, na prawdę, ale to NA PRAWDĘ nie przypuszczałam, że ktoś będzie na tyle zobojętniały, iż kategorycznie odrzuci moją prośbę, która znacznie ułatwiłaby mi życie. Człowiek stara się, chodzi na zajęcia ( podczas których jak na złość mdłości są najsilniejsze) i NIC , ZERO WSPARCIA. Tak więc moja mała przygoda zagranicą może się skończyć szybciej niż to było przewidziane...

Problem "tatusia" jest tym problemem, który z dnia na dzień przybiera na intensywności. Wciąż słyszę tylko: " Weż tabletkę, wszyscy to robią " , albo " Nie masz innego wyboru musisz to zrobić".

ZARAZ ZARAZ.

JA nic NIE MUSZĘ.

Zrobienie czegoś wbrew sobie jest najgorszym, co może być. Nie wolno pozwolić na to, aby ktoś decydował za nas zwłaszcza w sprawie ciąży i kropka.

P.S. Kto nazwał mdłości "porannymi"???!!! 

Pierwszy wpis....

Wtorek, 21.11

4tc

IMG_9372 2+1 dzień od kiedy mam pewność, że wewnątrz mnie powoli kształtuje się mała istotka za  którą już teraz jestem odpowiedzialna. Ciąża nie planowana, ale chciana...ciąża niechciana przez wszystkich dookoła...ciąża w obcym kraju...Tak wygląda teraz moje życie- nieustanna walka o małe ziarenko, które niczemu nie jest winna, a wszyscy chcą się go "pozbyć".         
"Przecież to nawet nie jest jeszcze dziecko"
Takiego typu argumenty sprawiają, że jeszcze bardziej utwierdzam się w mojej decyzji o daniu istotce szansy na życie.